Autorka, która do tej pory pisała jako Magdalena dwie postacie z PDS - Dominikę i Amandę serdecznie zaprasza na swoją stronę autorską, gdzie umieszcza fragmenty swoich innych powieści, oraz przydatne informacje:
http://sandra-banasiak.blogspot.com/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sandra Banasiak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sandra Banasiak. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 20 sierpnia 2013
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Fragment: Rodzina Weklerów - Wybrana - Policzek
Nie wiem czy dom nasz
daleko
czy jest?
(Gabriel Fleszar – Nasza droga do nikąd)
– To nie możliwe, na akcie ślubu podpisałeś się Nowak – powiedziała i odskoczyła od niego jak najdalej, plecami dotknęła ściany.
– Wszystko było w umowie. – Wstał.
– Okłamałeś mnie!
– To nie prawda, wszystko było w
umowie.
– Wiesz dobrze, że jej nie czytałam,
ani jednej, ani drugiej. – Uderzyła pięścią w komodę znajdującą się obok niej.
Poczuła niemiłosierny ból nadgarstka.
– Nie rób tak więcej, bo jeszcze ktoś
pomyśli, że cię siniaczę w pierwszą noc po ślubie. To by nie świadczyło o mnie
najlepiej. Staram się dbać o opinie. – Patrycjusz mówił delikatnie, spokojnie,
rzeczowo. Nie przejmował się jej nerwami, zdawał się je ignorować.
– W dupie mam twoją opinie człowieku.
Okłamałeś mnie, wierzyłam ci, a ty…
Fragment: Rodzina Weklerów - Wybrana - Na kolanach
Zostań i bądź
w mych
ramionach niewinnie schowana
Zostań i bądź
tak
zwyczajnie w milczeniu do rana…
(Gabriel Fleszar – Nasza droga do nikąd)
– Ty jesteś z Tristelionu? – zapytała.
– Mieszkam tam, jestem synem rybaka – skłamał.
– Tam ponoć żyje się lepiej. Tutaj wygnano wszystkich,
który kiedyś podnieśli rękę na rodzinę królewsko niezależnie czy to w
dosłownym, czy przenośnym znaczeniu. Nie zapewniono nam nic, wszystko co
znajduje się na tej ziemi jest wynikiem pracy ludzkich rąk, a nie zasługą
aroganckiego Króla – rzuciła słowa pełne jadu i goryczy, ale także kpiny.
– Nie jesteście tak do końca niewinni, przecież
odważyliście się… – Patrycjusz chciał bronić swoich korzeni i swojej rodziny,
ale przerwano mu w najmniej odpowiednim momencie.
Fragment: Rodzina Weklerów - Wybrana - Prolog
Zostań i bądź i gdziekolwiek dojedziesz
pamiętaj
Zostań i bądź za kolejnym zakrętem
gdzieś czekam…
(Gabriel Flesza –
Nasza droga do nikąd)
Wierzchowiec czystej krwi pędził po przez wzgórza i lasy.
Mężczyzna, który na nim gnał nie zwracał uwagi na mijanych, spokojnych
przechodniów. Nie planował podróży, nie miał żadnego celu. Rozsadzała go
wewnętrzna gorycz, złość. Zaczął dostrzegać ulotność chwili, a tym samym
ulotność życia. Wjechał na pustą, raczej nieuczęszczaną ścieżkę. Pozwolił sobie
na chwilę zapomnienia i zamyślił się. Jego czarne włosy lśniły i powiewały na
wietrze choć nie były długie. Jego loki po prostu zdawały się prostować i
skręcać na powrót przy pomocy wiatru. Chwila zapomnienia i rozmyślanie o
rodzinie, która kruszyła się niczym bryła piasku nie wyszły mu na dobre. Nie
zauważył kamienia. Poczuł kiedy koń stanął dęba i zrzucił go z siodła.
środa, 7 sierpnia 2013
Fragment: Rodzina Weklerów - Sprzedana - Dlaczego mężu?
- Przed nami jeszcze cała droga – rzekła, bo cisza
przytłaczała ją jeszcze bardziej niż nawet największe wyrzuty.
- Ty tę drogę powinnaś pokonywać pieszo, bo to z twojej winy
się tu znaleźliśmy – odparł oschle.
- Szczerze się przyznam tobie żono, że i nad tą karą się
zastanawiałem, zrezygnowałem z niej jednak na rzecz innej. – Amelia
przestraszyła się jego słów, ale nie wykonała żadnego gwałtownego ruchu, ani
nie pokierowała się emocjami i nie zawróciła konia.
- Co zamierzasz panie? – zapytała nieśmiało.
- Przy następnym takim wybryku dam ci w tyłek –
odpowiedział. – Teraz jednak zamilcz i daj się mi namyślić. Muszę jakoś
wytłumaczyć twój wczorajszy, publiczny wybuch gniewu – dodał.
- Obecni byli tylko twoja siostra i brat – rzekła.
Fragment: Rodzina Weklerów - Sprzedana - Konsekwencja ucieczki
Tego dnia pogoda nie była najlepsza na dłuższe wyprawy,
właściwie to nie nadawała się do tego by wyjść z domu. Był początek jesieni, a
ta pora roku lubiła obmywać ulice deszczówką. Niebo było szare i ponure, lało
jak z cebra, a on bez zastanowienia przygotował swojego konia do jazdy i
wyruszył na poszukiwanie swojej żony. Ani przez chwilę nie zastanawiał się
dokąd mogła się udać. Byli małżeństwem zalewnie trzy miesiące, a on już znał ją
jak swoją ulubioną książkę. Wiedział, że jedynym miejscem, w którym znajdzie
schronienie podczas ulewy będzie jej rodzinny dom. Czuł jak koszula i wełniane
spodnie nasiąkają wodą i kleją się do jego ciała. Było mu zimno i bardzo
żałował, że nie ubrał się cieplej przed wyprawą. Mężczyzna gnający pod wiatr
tylko przez chwilę pomyślał o sobie i tylko ten jeden raz, już po chwili myślał
tylko o niej. Zadawał sobie pytania, na które sam znał odpowiedzi, a tak bardzo
chciał by były one inne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




